Pytania

Pytania

„Mój synek skończył dwa latka. Mówi już pełnymi zdaniami, bardzo ładnie formułując swoje myśli, ale zamiast „samochód” mówi „siamochód”, zamiast „cukierek” „ciukielek”, a „zabawa” jest dla niego „ziabawą”. Brzmi to tak, jakby mój maluch wciąż się pieścił. Poprawiamy go, czasem sobie żartujemy z niego, ale on wciąż mówi po swojemu. Czy powinnam z nim pójść do logopedy?” – pyta jedna z zatroskanych mam, które dzwonią do dyżurującego logopedy.

Wielu rodziców niepokoi niepoprawna mowa ich dziecka. Czasem porównują wymowę poszczególnych głosek z tym, jak mówił starszy brat czy jak robi to koleżanka z przedszkola. Nie zawsze zdają sobie sprawę, że zniekształcanie niektórych głosek, zamiana tych trudniejszych do wymówienie na łatwiejsze i niepoprawna wymowa są naturalnym etapem rozwoju mowy dziecka. Tylko niektóre nieprawidłowości wymagają logopedycznej konsultacji. Oto najbardziej typowe prawdy i mity logopedyczne:

ˇ Dwuletnia Kasia nagle zaczęła się jąkać. Powtarza pierwszą sylabę, czasem
cały wyraz, a bywa i tak, że nie może zacząć zdania. Kiedy proszę, by coś powtórzyła jeszcze raz, bo nie rozumiem jej, denerwuje się, zaczyna płakać i przestaje odzywać się. Czasem powtarzam po niej wyraz czy zdanie, proszę by powtórzyła je za mną, pokazuję, jak mówić, by się nie jąkać, ale to nie pomaga. Wszyscy mi radzą, bym cierpliwie poprawiała Kasię aż znów zacznie mówić płynnie. Fałsz.

Poprawianie dwuletniej Kasi niestety może doprowadzić do tego, że dziewczynka uświadomi sobie kłopoty z mową, zacznie bardziej koncentrować się na nich i w rezultacie utrwali tę rozwojową niepłynność mowy. Bo jeśli jąka się dwuletni maluch, najczęściej mamy do czynienia z jąkaniem rozwojowym. Pojawia się ono w okresie, kiedy dziecko opanowuje wiele innych sprawności i mowa, która u większości dzieci automatycznie nabiera płynności, niektórym sprawia wtedy kłopot. Jeśli zostawimy w tym czasie dziecko w spokoju, przestaniemy mu zwracać uwagę, poprawiać, strofować i „uczyć” płynnej mowy, prawdopodobnie kłopoty same ustąpią. Jąkanie rozwojowe ustępuje równie nagle, jak się pojawia.

ˇ Kiedy Tomek miał dwa latka zauważyłam, że zawsze wtedy, kiedy wymawia
głoski „sz” i „ż” wsuwa języczek między zęby. Myślałam, że z tego wyrośnie. Większość dzieci w jego wieku mówi niewyraźnie, przekręca wyrazy, a niektórych głosek w ogóle nie jest w stanie wymówić. Teraz, gdy Tomek ma sześć lat i wciąż wsuwa język między zęby, gdy mówi „szafa” i „żółty”, zaczynam niepokoić się, że synek już zawsze będzie mówił „sz” i „ż” z widocznym językiem. Prawda.

Głoski „sz, ż, cz, dż” należą do tych trudniejszych i niektóre dzieci mają kłopoty z ich wymawianiem. Te młodsze zastępują głoski „sz, ż, cz, dż”, czasem je opuszczają lub wymawiają po swojemu. Niezależnie od tego, w jakim wieku jest nasza pociecha, nie powinniśmy widzieć jej języczka przy ich wymowie. Jeśli którąkolwiek głoskę wymawia z widocznym językiem, powinniśmy pokazać dziecko logopedzie. Bardzo mała jest szansa, że dziecko bez pomocy logopedy zacznie wymawiać te głoski prawidłowo. Istnieje niebezpieczeństwo, że utrwali ten sposób mówienia i czym będzie starsze, tym trudniej będzie mu nauczyć się wymowy prawidłowej. Mama Tomka nie powinna więc zwlekać z wizytą u logopedy.

ˇ Bardzo podoba mi się, gdy mój ośmioletni Michał mówi to swoje „r”,
takie głębokie, jak niektórzy mówią „francuskie”. Podobno niektórzy nie są w stanie wymówić takiego „r”, a on robi to z taką łatwością i z wdziękiem. Żadne z dzieci, które znam, nie potrafi wymawiać francuskiego „r”. Zupełnie nie rozumiem, dlaczego ostatnio wychowawczyni syna wręczyła mi kartkę, że Michał został zakwalifikowany na zajęcia logopedyczne. Podobno ma ćwiczyć prawidłową wymowę „r”, bo to, które wymawia jest nieprawidłowe. Prawda.

Prawidłowo brzmiące „r” wymaga wibracji czubka języka. Ta głoska pojawia się dość późno w dziecięcej mowie, bo dopiero około 5 – 6 roku życia. Początkowo jest zastępowana przez „j”, potem przez „l” i w końcu pojawia się „r”. Wymowa tej głoski przysparza niektórym dzieciom sporo kłopotu i czasem na miejscu prawidłowo brzmiącego dźwięku może pojawić się na przykład tzw. r języczkowe, potocznie zwane francuskim. Jest to nieprawidłowo brzmiąca głoska i zakwalifikowanie ośmioletniego Michała na zajęcia logopedyczne jest jak najbardziej słuszne.

ˇ Trzyletni Krzyś na „żabę” mówi „ziaba”, na „szufladę” „siuflada”, a na
„czekoladę” „ciekolada”. Babcia Krzysia doradziła, by nie dawać Krzysiowi czekolady i nie kupować ulubionych cukierków – żelków, dopóki Krzyś prosi o „ciekoladę” i „zielki”. Ona uważa, że w ten sposób można zmusić malca do tego, by zaczął mówić prawidłowo. Fałsz

Zdecydowanie nie można zmuszać malca do prawidłowego wymawiania głosek sz, ż, cz, dż, ani żadnych innych. Wywierana w ten sposób na dziecku presja może przynieść więcej szkód niż pożytku. Krzyś ma dopiero trzy latka i ma prawo zamieniać głoski sz, ż, cz, dż na ś,ź,ć,dź. Oczywiście dorośli powinni zwracać się do Krzysia, prawidłowo nazywając „czekoladę” i „żelki”. Jeśli jednak zaczną prosić Krzysia, by powtarzał te wyrazy po nich, malec może się starć i zacząć je wymawiać na wiele różnych sposobów, ale niekoniecznie tak, jak prawidłowo zrobi to starsze dziecko. Trzeba uzbroić się w cierpliwość i spokojnie poczekać, aż te trudne głoski zabrzmią twardo, a nie jak dotąd miękko.

ˇ Czteroletnia Ewa zamiast „rower” mówi „lowel”. Dziecko przyjaciół miało
podobny problem. Rodzice wymyślali długie listy wyrazów z głoską „r”, pociecha je powtarzała, potem uczyła się na pamięć wierszyków w typie „czarna krowa w kropki …” Pomogło. Fałsz

Nawet jeśli jakiemuś rodzicowi udało się nauczyć swoją pociechę prawidłowej wymowy głoski „r” poprzez powtarzanie trudnych wyrazów z tą głoską i uczenie wierszyków, w których wszystkie wyrazy miały na początku, w środku bądź na końcu głoskę „r”, to zniechęcam do takiej logopedycznej edukacji. Do wymawiania głoski „r” dziecko musi dorosnąć, jego język musi być sprawny, a koniuszek potrafić wibrować. Jeśli zbyt wcześnie podejmiemy taką naukę, zamiast prawidłowo brzmiącego „r” otrzymamy „r” wargowe, policzkowe…., bo dziecko do wymówienia tej głoski może użyć nie tylko języka, ale i warg, policzków… Lepiej więc cierpliwie czekać niż uczyć malca rzeczy dla niego zbyt trudnych.

ˇ Wiele osób nie rozumie tego, co mówi moja pięcioletnia Ola. 

Rzeczywiście, niektóre wyrazy brzmią dziwnie. Kiedy mówi, że „totet wypił mleczto”, ja nie mam wątpliwości, że to „kotek wypił mleczko”. Ci, którzy małej nie znają, nie zawsze wiedzą, kto i co pił, jeśli ja nie dokonam przekładu tego, co powiedziała na jakiś normalny język. Mąż upiera się, że z małą trzeba iść do logopedy. Prawda
Bywa, że dziecko nie wymawia głosek „k” i „g”, jak pięcioletnia Ola. Najczęściej zastępuje wtedy te głoski prostszymi do wymówienia :”t” i „d”. Prawdopodobnie utrudniony jest ruch tylnej części języka. Warto pokazać małą logopedzie, który oceni, dlaczego dziewczynka nie wymawia tych głosek, może poprosi o konsultację laryngologiczną (dość ważny jest stan migdałów dziecka). W zależności od tego, jaka będzie diagnoza, przystąpi do odpowiednich ćwiczeń z dzieckiem. Nauka wymowy tych głosek nie jest zbyt trudna i z pomocą logopedy Ola nauczy się wymawiać je prawidłowo.


ˇ Wychowawczyni w przedszkolu zwróciła uwagę, że nasz dwuletni synek
sepleni. Podobno inne dzieci w jego grupie ładnie wymawiają głoski „s,z,c,dz”, a on wszędzie gdzie jest „s” mówi „ś”, gdzie „z” „ź”, a gdzie „dz” „dź”. Fałsz 

Wiele osób ma skłonność do porównywania wymowy różnych dzieci, nie biorąc pod uwagę, że każde dziecko rozwija się w innym tempie, inaczej pokonuje pojawiające się trudności. Dwuletni Tomek nie sepleni, on dokonuje substytucji trudniejszych głosek na łatwiejsze. Taka wymowa dwulatka jest prawidłowa. Być może rówieśnicy Tomka wymawiają już twardo głoski sz, z, c, dz, ale to nie świadczy o tym, by Tomek musi mówić podobnie jak oni. Mowa chłopca rozwija się prawidłowo.

ˇ Niepokoi mnie ubogie słownictwo mojego synka. Skończył już trzy latka, a
zna może kilkanaście wyrazów. Nie próbuje łączyć ich w zdania. Bardzo często posługuje się gestami, a kiedy nie rozumiem, o co mu chodzi, wycofuje się z „rozmowy”. Zastanawiam się, czy nie powinnam udać się do logopedy? Może mojemu synkowi trzeba pomóc? Może powinnam zacząć z nim pracować?Prawda.

Kilkanaście wyrazów w słowniku trzyletniego dziecka to zbyt mało. Warto pokazać malca logopedzie. Być może skieruje on dziecko do audiologa, by sprawdzić słuch synka. Zawsze, gdy rozwój mowy jest opóźniony, staramy się ustalić, czy dziecko dobrze słyszy. Jeśli okaże się, że słuch Tomka jest prawidłowy, należy przypuszczać, że logopeda rozpocznie z nim ćwiczenia, które będą miały na celu stopniowe nabywanie umiejętności związanych z trudną sztuka mówienia. Bo choć wydaje się, że mowa rozwija się samodzielnie i spontanicznie, to niektóre dzieci wymagają pomocy w tym względzie.

ˇ Dwuletnia Małgosia mówi dużo i bardzo szybko. Kiedy się bardzo rozpędzi,
opowiadając jakąś ekscytująca historię, „zjada” początkowe głoski i sylaby, a czasem końcówki. Zamiast „bajka” powie „ajka”, zamiast „samolot” „samolo”, a na swoją nocną koszulkę powiedziała ostatnio „szulka”. Każdy w rodzinie ma swoją teorię na temat sposobu mówienia Małgosi, ale ostatnio coraz częściej słyszę, że to może być sygnał poważniejszych kłopotów rozwojowych z moją córeczką. Fałsz.

Małgosia mówi szybko i prawdopodobnie niechlujnie. Być może zbyt mało otwiera buzię podczas mówienie, a może też mówi na wdechu 9nabierając powietrza), a nie na wydechu 9wypuszczając powietrze). Warto zachęcić małą do zwolnienia tempa mowy. Można to robić w zabawie, wydłużając wszystkie samogłoski, można próbować chórem mówić razem z Małgosią. Jeśli mowa dziewczynki niepokoi otoczenie, można umówić się z córką na wizytę u logopedy. Specjalista podpowie, jakie zabawy i ćwiczenia pomogą córeczce mówić „koszulka” zamiast „szulka” i cieszyć najbliższych pięknie wypowiadanymi wszystkimi innymi słowami.